Home Felietony Pora na doktora - JAK JA TO LUBIĘ
Pora na doktora - JAK JA TO LUBIĘ Drukuj
poniedziałek, 03 października 2011 19:44

Uwielbiam te kilkanaście dni raz na cztery lata. Siadam sobie w fotelu, puszczam telewizję i jest mi dobrze. Z ekranu cieknie sama słodycz, ludzie, którzy przez cztery lata nie zauważali mego istnienia, teraz starają się mnie przekonać, że myśleli o mnie stale a w najbliższych latach tylko ja i mnie podobni będą im sen z oczu spędzać. Opozycja nie mogła mi przez cztery lata pomóc, bo im rządzący nie pozwalali sami realizując wrogi społeczeństwu pro-gram, który polegał na braku programu. Koalicja też niewiele mogła zrobić, bo im opozycja robiła wbrew kładąc kłody pod nogi i sypiąc piach do świeżo naoliwionych trybów.

 

Dzisiaj przeszłością nikt się nie przejmuje, tylko mówi, co będzie jutro i to mnie najbardziej cieszy, bo ja sam wiem, co było wczoraj i przedwczoraj i że tego już zmienić się nie da. A jutro wygląda znakomicie i aż mi jest przykro, że już mam ponad sześćdziesiątkę i nie mogę skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw, bo sporo planów dotyczy ludzi młodych. Ja sobie musiałem sam mieszkanie kupić, nikt mi nie pomagał, a teraz młodziaki mają program „Rodzina na swoim” i z pomocą państwa klucze dostają w trymiga i jeszcze ten program już świetny ma być zmieniony na lepszy. Wprawdzie moja córka z mężem pracują na etatach, ja też przez życie całe trochę nazbierałem, ale okazało się, że nie „mamy zdolności kredytowej”. Widać to nie program dla golasów.

Czegóż to jeszcze mogę oczekiwać w najbliższej przyszłości? Otóż będę bezpiecznym obywatelem w uporządkowanym państwie, bo państwo będzie bezpieczne i armia będzie uporządkowana. Przyznać muszę, że ja od zawsze czuję się bezpiecznie, bo najpierw bronił mnie sojusz z ZSRR, a teraz martwi się o mnie NATO. Dla mnie najważniejszym jest, że było bezpiecznie, a będzie jeszcze bezpieczniej. Infrastruktura będzie coraz bardziej rozwinięta i już odnotowano sukces; pociąg z Warszawy do Gdańska miast jechać 8 godzin, jedzie 6 i pół. Ja pamiętam czasy, kiedy jechał 3 godz. i 40 minut, ale może mam za dobrą pamięć. Czytam też w jednym z programów, że będzie u nas szybki wzrost i zdrowe finanse. Cieszy to szczególnie tych, którzy pokupili udziały w przeróżnych funduszach wzrostu i ten wzrost okazał się ujemny. Dopiero teraz należy kupować.

Jedna z partii, aż się boję napisać która, wpadła na pomysł, by korzystać ze sprawdzonych wzorów za granicą. To już jest hiperrewolucja. Niepotrzebne staną się tabuny doradców, wprowadzać będziemy tylko to, co za granicą się sprawdziło. Dotychczas myśmy sami musieli wymyślić kołowrót, wagę, latawiec i inne urządzenia.

Rewolucyjnym pomysłem jest też wcielenie CBA do policji, bo ktoś zauważył, że ilość instytucji walczących z korupcją rośnie i korupcja też rośnie. Jest u nas pono trzynaście służb, które mogą zamknąć człeka i niestety przestępców dla wszystkich nie starcza. Muszą owe służby ze sobą rywalizować i łapowników sobie podbierać. Poza tym myślę, że każda ze służb ma swój roczny plan przerobu i jak im pod koniec roku brakuje, to dobierają z uczciwych. To nic, że po jakimś czasie faceta się wypuszcza i wypłaca odszkodowania, ale to już się bierze z innego funduszu. Ktoś też zbadał, że zamiana kwalifikacji czynu z wykroczenia na przestępstwo za jazdę po pijaku niewiele dała, bo naród dalej próbuje jechać na podwójnym gazie. Ja jeżdżę po kraju sporo i zdarza mi się przejechać w ciągu weekendu powyżej 2000 km i przez ostatnie kilka miesięcy nikt mnie nie zatrzymał do kontroli. Skoro łapie się tysiąc pijanych za kółkiem, to ilu musiało naprawdę jechać na ba-ni? Zapytałem policjanta, skąd biorą się te liczby, to mi odpowie-dział, że łapie się tych, którzy przekroczyli prędkość, jadą bez świateł albo dokonują innych wykroczeń. Jak ktoś „tylko” jedzie na gazie, to wolna droga. Cieszę się z takiego diktum, bo coraz więcej kierowców będzie przestrzegało przepisów, co z pewnością wpłynie na poprawę bezpieczeństwa na drogach.

Siedzę sobie przed telewizorem, jest mi - nie ukrywam - dobrze, bo jak człowiek uczciwie pracuje, to mu się należy. Raptem mi premier psuje lekko nastrój, bo mówi, że jestem zadłużony na 20 tys. złotych. On i jego poprzednicy pożyczyli – nie powiedział od kogo – po owe 20 tys. na jednego mieszkańca, żeby nam się do-brze żyło. Oznacza to, że moja rodzina jest mojemu państwu win-na 100 tys. Już się począłem rozglądać, co by tu sprzedać, żeby mojemu kochanemu państwu problemu nie robić, a tu słyszę opinię niezależnego eksperta, że nie 20 a 80 tys. jestem winien i każ-dy inny Polak też i jak nie spłacimy, to nici z emerytury w przyszłości. Przykro mi się zrobiło, że daleka przyszłość nie jest już taka różowa, ale mnie inny polityk pocieszył, że moje dzieci do-staną minimalną płacę 1500 złotych, nie będą musiały wypełniać PIT-a, będą miały internet na terenie całego kraju, dostaną 300 mld. od Unii i 100 od naszego rządu, pojadą autostradami we wszystkich kierunkach, Polska będzie solidarna, bezpieczna, nowoczesna i cały czas będzie w budowie, a jutro moich dzieci i wnuków jest bez obaw.

Po dziewiątym października telewizja wróci do normalnego programu, ale ja na razie się napawam i sobie to wszystko nagrywam.

 

 

Tadeusz Drozda

Zmieniony: poniedziałek, 03 października 2011 19:46