Home Felietony Pora na doktora - STRACH
Pora na doktora - STRACH Drukuj
poniedziałek, 03 października 2011 19:41

Człowiek jest z natury optymistą, choć są oczywiście tacy, którzy widzą świat jedynie w czarnych barwach. Na całe szczęście jest ich mniejszość, ale niestety oni mają rację, bo przecież na cmentarzach nie leżą tylko pesymiści. Lubimy jednak patrzeć w przyszłość przez różowe okulary i temu służą wszelkiego rodzaju kampanie wyborcze przed wyborami. Milej jest słuchać, że będzie dobrze, a potem już tylko lepiej, niż martwić się o los swój, dzieci własnych i cudzych oraz takichże wnuków. Jeśli chodzi o mnie, to najchętniej bym tylko puszczał sobie w telewizji mecze wygrane przez naszych sportowców, amerykańskie filmy gangsterskie, gdzie dobro tryumfuje i komedie od czeskich po ruskie. Niestety życie to nie tylko TV i od czasu do czasu ktoś człeka postraszyć musi, by go z przyjemnego letargu wytrącić. W moim przypadku najskuteczniej robi to lekarz, który w pewnym momencie stwierdza, że przy takiej diecie (C2H5OH + golonka i żeberka) powinienem na GPS-ie sprawdzić najbliższą drogę na cmentarz. Wtedy natychmiast odrzucam napoje z zawartością oraz typową kuchnię polsko-niemiecko-czeską i po paru miesiącach przynoszę mu wyniki, on je ogląda i mówi: no.

Zdrowie jednego faceta to jedno, a byt całego narodu to drugie i tu straszyć trzeba z grubej rury. Nasz minister od finansów pan Vincent – człowiek wielkiego formatu – wybrał się straszyć od razu całą Europę, bo Polaka nastraszyć łatwo nie jest. Najpierw powiedział nie bez racji, że to trochę dziwne jest, że w Europie wojny tak długo już nie było, a potem rzucił ot tak od siebie, że jego znajomy bankier – człowiek pewnie zamożny – kombinuje, czy nie załatwić dla dzieciaków kart zielonych, by mogły w razie czego dać dyla do USA, gdzie wojny też już dawno nie było i chyba nie będzie. Amerykanie bowiem uwielbiają prowadzić wojny, ale z dala od swego kraju. Nasi ostatnio też się na ten pomysł załapali i latają za Amerykanami. Przez ponad tysiąc lat walczyliśmy u siebie, przez co specjalnością naszą stało się odbudowywanie kraju, teraz już dzięki Amerykanom „Polska jest w budowie” a nie w odbudowie.

Minister Rostowski wieszczy jednak, że to rychło może się zmienić. Amerykanie zielonych kart wszystkim nie dadzą, ale kto pierwszy ten lepszy. Ilu bankierów europejskich w latach czterdziestych ubiegłego wieku pluło sobie w brodę (a mieli w co), że nie załatwili sobie i rodzinom lat kilka wcześniej kart zielonych, a zawód bankiera popularny był wśród niewielu nacji. Widać do-brze aż tak nie jest skoro jeszcze lat temu kilkanaście nikt o czymś takim nie mówił. Sam miałem okazję wielokrotnie otrzymać zieloną kartę, bom do Ameryki jeździł pracować legalnie, ale mi do głowy nie przyszło wówczas takie rozwiązanie. Pojechało się, za-robiło i wracało.

A teraz nas straszą, że najpierw Grecja, potem Włochy, a kiedy my? Dostałem niedawno od kolegi takiego oto maila:

„Istnieje obecnie możliwość adoptowania Greka za 500 euro miesięcznie!

Grek będzie za ciebie robić wszystko na co nie masz czasu:

- spać za Ciebie do jedenastej

- chodzić za Ciebie na kawę

- odbywać poobiednią sjestę,

a wieczorem posiedzi za Ciebie w knajpce.

Ja już adoptowałem i mam luz – mogę pracować od rana do wieczora!

P.S. Wpłaty należy przekazywać za pośrednictwem Komisji Europejskiej.”

Kiedy ukaże się podobny żart w krajach Unii, gdzie zamiast Greka ktoś wpisze Polaka. Może się to stać w momencie, kiedy ilość urzędników zrówna się u nas z ilością pracujących i płacących podatki.

Oglądałem tygodni temu kilka demonstrację „Solidarności” (był kiedyś taki związek zawodowy). Demonstracja odbyła się pod hasłem podniesienia minimalnej płacy i postulowano, żeby ta płaca bliska była średniej pensji. Żądanie takie wynika z analfabetyzmu protestujących, którzy pewnie matematyki na maturze nie mieli (w tym roku przywrócono i 30% maturzystów oblało). Trzeba głąbom wyjaśnić, że jak się podniesie minimalną płacę do wysokości średniej, to znowu średnia się podniesie i tak aż do zrównania wszystkich płac. Strach zagląda w oczy, jak ludzie takie głupoty wygadują wykrzykując słowo „Złodzieje!” w kierunku siedziby premiera. Pomyślałem zatem, kto komu i co ukradł? Jako wykształcony inżynier policzyłem i już wiem, kto tu jest złodziejem. W naszym kraju realne podatki płaci ok. 20% ludzi, bowiem podatki od policjantów, nauczycieli, lekarzy, urzędników to jest przelewanie z pustego w próżne. Liczą się ci, którzy wytwarzają dochód narodowy, czyli jeden na pięciu – to on właśnie utrzymuje tę piątkę i to jest ten złodziej, bo za mało płaci.

Powinno się rozesłać całej piątce adres tego szóstego, żeby ci nie musieli jeździć do Warszawy, tylko na miejscu mogli protestować.

Co jednak będzie, jak ten szósty wyjedzie z Polski i załatwi sobie zieloną kartę? Już w tym roku znowu dopuścili nas Amerykanie do loterii wizowej.

Strach.

 

 

Tadeusz Drozda

Zmieniony: poniedziałek, 03 października 2011 19:46