| WSPÓLNY JĘZYK |
|
| wtorek, 09 sierpnia 2011 20:14 |
|
Jak długo na Wawelu
Zwycięży Orzeł Biały,
Taką oto pieśń śpiewają podczas meczów kibice klubu piłkarskiego „Wisła” zwanego też „Białą Gwiazdą”. Oglądałem niedawno w telewizji występ piłkarzy krakowskich, a że zagorzałym kibicem nie jestem, toteż refleksji kilka na temat piłki naszej do głowy mi przyszło. Pierwszą mi nasunął komentator telewizyjny stwierdzając, że kapitan drużyny Lewandowski nie może stworzyć w drużynie platformy zwanej „wspólnym językiem” sugerując, że jest to zespół indywidualistów i każdy wie swoje, a trener Holender też nie wypadł sroce spod ogona. Ja myślę, że przyczyna jest prostsza. Na boisku w „Wiśle” grało dwóch Polaków (oprócz kapitana jeszcze Wilk), a reszta towarzystwa pochodziła z całego świata. Musiałby stworzyć Lewandowski nowe esperanto, żeby dogadać się mogli Argentyńczyk, Brazylijczyk, Estończyk, Serb, Czech, Polak i jeszcze paru innych. Jak się ma fraza hymnu „Wisły”: „zwycięży polski lud” do obecnego składu zespołu? Co to będzie, kiedy krakowski zespół zagra kiedyś w Lidze Mistrzów z drużyną niemiecką, w której gra trzech Polaków (jest taki). Pamiętam czasy, kiedy wiadomo było, że Lubański gra w „Górniku”, Deyna w „Legii”, Lato i Szarmach w „Stali” a Boniek na Widzewie. Niemiecki kibic natychmiast odpowie, gdzie grają Podolski i Klose. Nasza zbieranina tak często zmienia swoją zawartość, że pozostaje tylko sama nazwa klubu. Wyjątkiem jest trener „Śląska” Lenczyk, który po latach wrócił z sukcesem do swojego zespołu. Największym biznesem dla właściciela klubu piłkarskiego jest u nas sprzedaż zawodników. Kupujemy Estończyka za kwotę x, on strzela trzy gole w europejskich pucharach i sprzedajemy go za 5x. Dzisiaj klub piłkarski przypomina supermarket. „Kogo kupujemy, a kogo sprzedajemy”, to jest najważniejsze pytanie przed sezonem. Wyobraźmy sobie bogatego ruskiego, któremu by tak odbiło, że kupiłby klub „Mazur” Karczew, wyrzuciłby wszystkich obecnych graczy, kupił na wyprzedaży kilkunastu trochę lepszych i natychmiast uzyskałby awans do wyższej ligi – po roku zwalnia tych, bierze lepszych i po czterech latach zostaje Mistrzem Polski. Po co mu to – nie wiem, ale jest to możliwe i nie takie znowu drogie. Wyczytalem ostatnio, że „Real” Madryt ma przez dwa miesiące obrót równy rocznemu budżetowi całej polskiej piłki nożnej. Oni mają przychody z reklam, z biletów i transmisji telewizyjnych oraz też trochę pewnie z transferów (czyli normalnie). Na ostatnim międzynarodowym meczu „Legii” było 23 tys. widzów - czyli trochę więcej niż pół stadionu. Co by się musiało dziać, żeby cały stadion był full? A tuż obok już stoi o 50% większy NARODOWY – najdroższy stadion świata i też będzie czekał na kibiców. Żyjemy nadzieją, że przynajmniej na tym stadionie zdobędziemy tytuł Mistrzów Europy. Trener Smuda (czyni cuda – to teraz modne) ściąga do kadry nowych Polaków z całego świata. Boję się, że kadra nasza niedługo będzie przypominała „Wisłę” i pan Franciszek będzie miał podobnie jak kapitam Lewandowski jeden problem: jak znaleźć WSPÓLNY JĘZYK.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. |
| Zmieniony: wtorek, 09 sierpnia 2011 20:15 |