Home Felietony NIE SĄDZĘ
NIE SĄDZĘ Drukuj
poniedziałek, 08 sierpnia 2011 14:23

Żyjemy w kraju, w którym większość społeczeństwa uważa, że za mało zarabia. Mało kto wiąże wysokość płacy z jakością tejżesz. Ostatnio sędziowie i prokuratorzy doszli do wniosku, że za mało im płacą i postanowili zastrajkować. Słyszałem kiedyś dowcip tej treści: „Nie sądzę – powiedział sędzia i pojechał na urlop”. U nas sędzia na urlop nie pojechał, tylko poszedł oddać krew. Taką to formę protestu wymyślili sędziowie. Jest u nas taki przepis, że jak pracownik krew oddaje honorowo, to mu się dzień wolny należy. Słyszałem w radio wywiad z jednym z naszych sędziow, który sam krew oddał i bardzo wysoko ocenił ową akcję. Najpopularniejszą formą protestu są u nas na razie strajki głodowe. Protestujący na złość społeczeństwu nie jedzą nic, jedynie płyny przyjmują. Gdyby swoje posiłki oddawali głodnym – mówi sędzia – to byłby jakiś pożytek, ale nikt o tym nie pomyślał. My oddajemy krew, która jest zawsze potrzebna. Czyli kiedy naszych sędziów zalewa krew, to ją oddają.

 

Oglądamy często filmy amerykańskie, w których pokazywany jest jakiś proces. Odbywa się to dzień po dniu aż do wyroku. U nas przeważnie się nie odbywa, bo albo się nie stawił świadek, albo adwokatowi coś wypadło i sędzia wyznacza kolejny termin rozprawy, przeważnie za parę miesięcy. Ciągnie się to aż do przedawnienia. Za taką robotę nasz aparat sprawiedliwości chce podwyżki Dlaczego nie może być normalnie, tak jak w innych krajach, nie wiadomo.

Odbyła się ostatnio w Warszawie demonstracja „Solidarności” (kiedyś bardzo popularny związek zawodowy). Głównym hasłem była podwyżka płac. Okazuje się, że ogólnie płacą w naszym kraju za mało, a państwo to w ogóle żałuje pieniędzy, które są przecież państwowe. Państwo jest u nas ogromnym pracodawcą. W licznych miastach największym zakładem pracy jest szpital, a w wielu gminach najpotężniejszym płatnikiem jest Urząd Gminy. Jak się do tego doda policję, sądy, prokuraturę, straż miejską, szkoły i wiele innych, to żaden prywaciarz nie podskoczy. Demonstrowali zatem przedstawiciele opłacanych przez państwo i żądali, iżby rząd zarządził takie oto prawo: najniższa płaca wPolsce powinna wynosić połowę średniej płacy krajowej. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, że przez wiele lat w Polsce na maturze nie zdawało się matematyki i dopiero w tym roku po latach ową matematykę przywrócono, co spowodowało, że jedna trzecia maturzystów maturę oblała. Przez tych kilka lat wyrosło pokolenie głąbów, które to głąby nawet nie wiedzą co to jest średnia. Słuchajcie tumany: jak podniesiemy najniższą płacę do średniej, to się owa średnia natychmiast podniesie i tak się będzie podnosiła aż w nieskończoności osiągnie płacę maksymalną. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy najlepiej zarabiający powiedzą STOP, więcej nam nie trzeba. Musi być tak, że jedni zarabiają więcej, a drudzy mniej – wtedy jest średnia. Chyba, że zrównamy wszystkie zarobki.

Oczywiście, że durne jest u nas wynagradzanie ludzi. Premier rządu zarabia 16 000 zł. , a jego podwładny prezes spółki skarbu państwa pięć razy tyle. Pilot prezydenckiego samolotu zarabia kilka razy mniej od notariusza. Takich przykładow mógłbym podać setki, ale po co się denerwować. Firma na minusie, a pracownicy żądają podwyżki.

A może by tak zrobić eksperyment i zaroponować Polakom, by każdy sam sobie określał wysokość wynagrodzenia. Myślę, że szybko uporalibyśmy się z deficytem budżetowym. Ja sam daję przykład i nic nie biore za ten felieton.

 

Zmieniony: poniedziałek, 08 sierpnia 2011 14:24