Home Felietony BEZROBOCIE
BEZROBOCIE Drukuj
poniedziałek, 21 lutego 2011 21:02

Obiegła prasę alarmująca wiadomość, iż bezrobocie w naszym znakomicie rządzonym kraju wzrosło do trzynastu z hakiem procent. Nie jest to u nas liczba szokująca, albowiem bywało gorzej, w krajach normalnych byłby to szok i spadek giełdy na łeb i szyję, u nas nie takie dane przetrzymywaliśmy. Opozycja natychmiast chwyciła się kolejnej brzytwy i nuże przypominać, że na naszych rządów... itd., itd.

Nikt nie docenia rządzącej koalicji za ogrom wykonanej pracy, że jest tylko te trzynaście. Mądrzy złośliwcy twierdzą, że 25% to też jest realna liczba, ale kto tu będzie mądrych, a szczegolnie złośliwców, słuchał. Docenić trzeba działanie rządzącej partii z premierem na czele. Zatrudniła ona bowiem w całym kraju około 50 tys. nowych urzędników przez ostatnie trzy lata. Gdyby ci ludzie pozostali bez zatrudnienia, procent bezrobotnych skoczyłby w górę i to znacznie. Zatrudniono też podobno 40 tys. nowych nauczycieli. Liczba uczniów spada z przyczyn obiektywnych, bo naród wygodnym się zrobił, a kobiety w szczególności, i przyrost naturalny nam niepokojąco spada. Szkoły pedagogiczne wyrzucają z siebie wykształconych nauczycieli, którzy urodzili się jeszcze w czasach wyżu demograficznego, a tu powoli nie ma kogo uczyć. Mamy w Polsce w ramach walki z bezrobociem kilka szkół morskich, które kształcą marynarzy. Tak się jakoś złożyło, że statków już nie mamy niemal wcale, bo kupione były jeszcze za komuny i teraz nikomu nie są potrzebne. Sprzedano je za bezdurno, żeby rdzewiały sobie w innych akwenach, bo nasze są nazbyt ekologiczne. Stocznie szykują się do produkcji wiatraków, żeby zlikwidować nadmierne zatrudnienie w kopalniach, a marynarze wypluwani przez polskie szkoły morskie natychmiast pakują manatki i jadą do innych krajów, gdzie będą mogli sobie popływać i zarobić parę euro na skromne marynarskie życie.

Polska jest bogatym krajem, który chętnie wyksztalci obywatela na swój koszt i wydeleguje za granicę, by bezrobotnego u siebie nie trzymać, bo psułby statystyki. Poza marynarzami kształcimy generałów, którzy mogą powiedzieć, że im się coś nie podoba, zrezygnować ze służby i udać się na emeryturę. Taki wybitny agent CBA pseudo Tomek też został przez nasz system szkolenia wykształcony i teraz się obraził, napisał książkę i poszedl na należącą mu się jak psu zupa dożywotnią pensję – całe szczęście, że nie na bezrobocie, bo w statystykach niepracujących nie figuruje.

Oczywiście najprościej byłoby zachęcić posiadających kasę biznesmenów, by zainwestowali w swoim kraju i zatrudnili rodaków, ale wtedy te setki tysięcy urzędników musiałyby wydać miliony zezwoleń na dzialalność przez co sens istnienia owej armii urzędniczej byłby wątpliwy. Urzędnik jest po to, by odkryć przed obywatelem jego naturalną chęć oszukania państwa. Taki pan Stokłosa (jeden z nielicznych, który z kapitałem w kraju został), gdyby lat temu dziesięć sprzedał firmę Deutsche Fleischgeselschaft Gmbh, to miałby spokój na Florydzie i nie musiałby startować w wyborach do Senatu.

Podobno w ramach walki z bezrobociem wykluwa się gdzieś pomysł, żeby stworzyć ogromną sieć urzędów do spraw walki z bezrobociem i tam zatrudnić wszystkich bezrobotnych, którzy zechcą. Wówczas procent ludzi pozostających bez pracy spadnie poniżej 6% i zbliżymy się do średniej europejskiej.

 

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.