| LOKALNY SMAK |
|
| wtorek, 21 grudnia 2010 08:23 |
|
Powiedział kiedyś ktoś mądry, że poezji i gastronomii nie da się upaństwowić. Było to w czasach, kiedy większość restauracji była w rękach państwa i we wszystkich podawano standardowe menu. Ze względu na „permanentne braki w zaopatrzeniu” wybór nie mógł być nazbyt bogaty, a jak z kolegami wpadaliśmy po koncercie do którejś knajpy, to jeśli któryś krzyknął „jest!”, to chodziło o piwo, które oczywiście jeśli było to podłe mniej lub bardziej, ale wyboru już nie było. System polityczny nam się zmienił i początkowo bałem się o gastronomię, bo rosły jak grzyby po deszczu wszelkiego rodzaju pizzerie, kebaby, a najlepsza polska restauracja była w Chicago. Opamiętał się jednak naród nasz, a może zaczął lepiej zarabiać, bo teraz mamy w Polsce świetne polskie knajpy, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że w Włoszech (gdzie byłem ostatnio) tak dobrych włoskich restauracji jak u nas nie ma. Z piwem było nieco inaczej i zaraz po zmianie ustroju piwo zaczęły produkować trzy wielkie koncerny. Odtrąbiono koniec lokalnych browarów, aż tu powoli rok po roku to tu to tam na półkach sklepowych pojawiać się zaczęły znowu lokalne marki. Mam domek koło pola golfowego w Naterkach pod Olsztynem i tam jest taki lokalny sklep, gdzie można kupić świeże ryby i wszelkie towary potrzebne na codzień. Od razu muszę się przyznać, że jestem miłośnikiem piw ciemnych i Belgia oraz Irlandia to kraje, gdzie lubię jeździć i przebywać. Któregoś dnia widzę ja na półce piwo „Irish beer”. Z początku zwątpienie mnie naszło, jakimś to cudem aż tu Irlandczycy dotarli. Poprosiłem panią sprzedawczynię o podanie butelki i wyczytałem, że piwo jest irish, ale wytwórca jak najbardzie polish czyli browar w Olsztynie. Browar zaczął się rowijać i dzisiaj ma całkiem bogatą ofertę piw z piwem „Świeżym” na czele. Kiedyś fachowiec od browarnictwa przekonywał mnie, że male browary w Polsce szans nie mają, bo nawet jak im się to będzie opłacać, to zaraz „wielcy” doprowadzą poprzez „lobbing” do zmian w przepisach i szybko padną. Póki co życie przeczy czarnym scenariuszom, bo w Nałęczowie robi się świetne piwo ciemne mocne, w Piotrkowie Trybunalskim dobrze radę sobie daje browar „Sulimar”, o „Kormoranie” już pisałem, choć „Wiśnia w Piwie” to też niezły wynalazek ulubiony zwłaszcza przez panie, a „Krzepkie” jest rzeczywiście krzepkie. Piwo z Łomży reklamuje się z dużym rozmachem, bo ma co. Ostanio popróbowałem kilku piw z browaru w Konstancinie i też nie narzekam, browar „Ciechan” robi piwo na naturalnym miodzie, wszystkie te browary oczywiście produkują piwa jasne. Jak wcześniej wspominałem lubię piwa ciemne, toteż jestem naturalnym wielbicielem browaru „AMBER” z Bielkówka na Pomorzu. Od bardzo ciemnego „Grand Imperial Portera” poprzez dwa różne „Koźlaki” mogą one zachwycić każdego miłośnika piwa ciemnego, a jak ktoś lubi jasne, to ma pod ręką piwo „Żywe”. Być może ja się narażę piwowarowi Romanowi Kotlewskiemu, ale ja lubię pomieszać pół na pół porter z „Żywym”. Jest to tzw piwo rżnięte. Nie wymieniłem wszystkich znakomitych polskich małych browarów bo niestety mimo mych częstych podróży po kraju nie mogę dotrzec do ich wyrobów. Wszelkiego rodzaju knajpy i restauracje sprzedają albo „Żywiec” albo „Tyskie” lub jakieś inne wielkie, bo dostają od browarow meble, wyposażenie itp. Nie wiem, które z wyżej wymienionych jest popularniejsze nad morzem, ale w lecie mamy wybór jak Adam w raju (tylko Ewa). Jak chcemy się napić lokalnego piwa, musimy pójść do sklepu, kupić parę butelek i wypić na ławce w parku narażając się na interwencję straży miejskiej. Kiedyś spotkałem Olsztynie na Łyną dwóch Anglików, którzy siedząc na ławeczce popijali piwo. Spytałem, czy nie stać ich pójść na piwo do restauracji, odpowiedzieli mi, że oczywiście with pleasure, ale prosili mnie bym im pokazał lokal, gdzie podaje się to piwo najlepiej lane do kufla i pokazali mi butelkę ciemnego piwa z „Kormorana”. Poradzilem im, żeby tak jak w Ameryce powkładali butelki do torebek, bo inaczej będą mieli nieprzyjemności i pożyczyłem smacznego. Póki co regionalne piwa musimy pić w domu, chociaż niedawno zauważylem pierwszą jaskółkę, słynny warszawski „Klub Sosnowy” zaczął podawać piwo z Konstancina . Do wiosmy jeszczce daleko, więc może pojawią się następne jaskółki. |