Home Felietony PRZEPRASZAM
PRZEPRASZAM Drukuj
wtorek, 07 września 2010 08:31

Zdaję sobie sprawę, że gdzieś w niebiosach są aniołowie lub inni święci odpowiedzialni za ludzkość. Siedzi sobie taki na chmurze i filuje z góry. Skuteczność takiej obserwacji przewyższa znacznie możliwości i dokonania CBA Niełatwo sobie wyobrazić instancję skuteczniejszą od najelitarniejszej polskiej policji, ale podobno tak jest. Jednym licznych dowodów na odgórną inwigilację jest biblijny POTOP. Ludzkość pono w dawnych czasach tak się rozbisurmaniła, że nie miała najwyższa instancja wyjścia. Chwalili się wszem i wobec, że im dobrze. Miast na modłach czas spędzali na zabawach i podobno ogólnie dobrze im szło. Ówczesna władza sobie przypisywała wszelkie sukcesy, a durny naród zadowolony z hossy zachwycał się ową władzą. Koniec tego – powiedziano na górze i uprzedziwszy jedynego niezadowolonego niejakiego Noe, któremu przykazano wybudować łódkę zwaną arką, spuszczcono na ziemię deszcz rzęsisty.

Niestety nie uczymy my się na cudzych błędach i powtarzamy popełnianą przez naszych przodków głupotę. Nasz obecnie panujący premier tysiąclecia w ubiegłym roku ogłosił, że idzie nam znakomicie, gospodarka nasza jest wiodącą w Europie, pokazał w telewizji mapę naszego kontynentu, gdzie jedynie Polska była zaznaczona kolorem zielonym. Reszta Europy na czerwono, co oznaczać miało, że oni się zwijają, a my wprost przeciwnie. Z moich obliczeń wynikało, że jeśli Niemiec zarabiał w ubiegłym roku 2000 euro, to teraz będzie miał 1930, a jak Polak miał miesięcznie 500 euro, to w roku 2010 dostawał będzie na rękę 517, czyli ma znacznie lepiej od Niemca. Świat dwa lata temu zanurzył się w kryzysie, a nas to niemal nie tknęło i gdyby nie wypowiedzi paru wybitnych polityków PiS (tam są sami mniej lub bardziej wybitni), to by się nam w głowach całkiem poprzewracało.W niebiosach widziano naszą euforię i zachwyt, który wzbudza polski rząd i premier. Nie wytrzymał najwyższy i spuścił na nasz kraj powódź czyli potop. Premier ruszył na wały i okazało się, że radzi sobie z nadmiarem wody świetnie. Entuzjazm ludzi nie gasł, a nawet przeciwnie, niektórzy zaczęli zazdroscić zalanym, bo im premier od ręki dał po 6000 złotych, a potem nawet po sto tysięcy na remont zalanych domów dołożył. Ludzie z wdzięczności do premiera wybrali jego kolegę na prezydenta. Góra w niebiesiech spuściła następną wodę, potem jeszcze jedną, a tu zachwyt ludności dalej nie maleje. Już teraz niemal w każdy weekend przewala się wielka burza przez jakiś kawałek kraju i nie wiem do czego to doprowadzi. Niestety zauważyłem, z i ja mam w tym swój udział.

Od kilku tygodni pisuję felietony opisujące znakomite rządy władzy w Wejherowie, bo naprawdę mi się w tym miście niemal wszystko podoba. Pisałem o przyszłej filharmonii, o miejskim stadionie, o ludziach, o wójtach okolicznych gmin i o innych sukcesach. Ktoś te moje wypociny jednak na górze pewnie czyta, bo w ostatnią niedzielę powiedział: dość! Skoro jest wam tak dobrze, jak ten tu pismak Drozda wypisuje, to ja wam pokażę.

Takiej burzy w Wejherowie najstarsi Kaszubi nie pamiętali, grad wielkości piłek golfowych z nieba leciał. W innych regionach kraju, jeśli już pada grad, to wielkości ziaren fasoli, a Wejherowo – miasto znane z Sierra Golf Club zostało zarzucone golfowymi piłkami z lodu. Dożynki gminne się nie odbyły, naród chcący pląsać w rytm piosenek Tercetu Egzotycznego został pogoniony do domów, w których ni światła ni prądu nie było, ulicami rzeki płynęły, a kto jakoś do domu dotarł, to jedyną energię jaką mógł wchłonąć, dobywał z zachowanych na czarną godzinę butelek.

Cóż mi zatem pozostaje, PRZEPRASZAM ogromnie mieszkańców miasta Wejherowa i okolic. Obiecuję, że teraz nauczony smutnym dośwadczeniem, chwalić władze miasta będę mniej intensywnie, bo widzę, że w niebiosach nie najlepiej jest z poczuciem humoru.

 

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.