Home Felietony PRAWO WALCZAKA
PRAWO WALCZAKA Drukuj
poniedziałek, 23 sierpnia 2010 17:15

Atmosfera wokół wyborów samorządowych staje się coraz gorętsza i nawet PSL – partia niezbyt robotnych spokojnych ludzi – zajęło się tym tematem, a to oznacza, że niedługo rozlegnie się ostatni gwizdek. Społeczeństwo póki co wyborami się nie przejmuje, ale sztaby pracują i godnych kandydatów wyszukują. Słowo „godne” robi ostatnio karierę. Coś może być dobre, znakomite i świetne, ale może nie być godne. W publikatorach wypowiadają się kandydaci a także ci, którzy urząd obecnie piastują.

Mnie ostatnio poruszyla wypowiedź urzędującego wójta gminy Gniewino, który rzucił na łamy jednej z gazet takie zdanie: „wójt, który nie zarabia dla gminy, to tak jakby ją okradał”.

Po tym stwierdzeniu po całej Polsce powinien być słyszany okrzyk : ŁAPAJ ZŁODZIEJA! Słowo wójt jest tu tylko symbolem, bo chodzi tu też o burmistrzów, prezydentów i inną władzę .

Przykładów na takie działanie można by znaleźć tysiące. Prasa codziennie donosi o mitrędze ludzi, których u nas nazywa się z przekąsem „biznesmenami”, ludzie ci powodowani przyziemną chęcią zarabiania poniżają się, bo chcą dostać korzystną dla siebie decyzję. Oczywiście korzyść odniesie też miasto czy gmina, ale urzędnikowi obce jest prawo Walczaka. On wie, że tamten w wyniku jego decyzji będzie zarabiał, a co on urzędnik z tego będzie miał? W czasach, kiedy jeszcze nie było CBA – policji wymyślonej przez panów Kaczyńskiego i Ziobrę przy poparciu całej elity PO – przedsiębiorca po prostu starał się wręczyć urzędnikowi korzyść materialną zwaną w tamtych czasach łapówką. Teraz dzięki CBA łapownictwo w kraju naszym zostało doszczętnie wyplenione i nawet pan Lepper jako minister rolnictwa choć mógł brać, to nie brał, co ostatnio wykazał sąd. Urzędnikowi, a takim jest każdy wójt i inni, żal trochę jest wydać pozytywną decyzję, bo pensję to on i tak dostanie, a ktoś mu pod nosem będzie tłukł forsę i popisywał się znamionami zewnętrznymi.

Przebojem w ostatnich miesiącach były artykuły na temat władz Dusznik Zdroju, które zezwoliły na budowę hotelu i wyciągów narciarskich „podejrzanie szybko i sprawnie”. W wyniku tych „machlojek” zatrudnienie znalazło kilkaset osób, gmina dostaje pieniądze w postaci podatków, a turyści miast jechać do pobliskich Czech zostają w naszym kraju. Nie przeszkadza to organom walczącym z korupcją i przesłuchują samorządowców grożąc zatrzymaniem. Dziennikarz wiadomej gazety myśli logicznie, skoro dali mu pozwolenie, to musieli wziąć w łapę.

Jednak zgodnie z prawem Walczaka organa ścigania powinne zająć się włodarzami gminy w momencie, kiedy wydałyby decyzję odmowną, bo wówczas okradłyby swoją gminę i dokładnie można obliczyć na jaką kwotę.

W Warszawie stoi szkielet wieżowca, którego budowa stanęła w wyniku kryzysu. Urzędnik dał zezwolenie na budowę i chwała mu za to, a tu inwestorowi zabrakło szmalu. Teraz pieniądze już ma, ale zezwolenie wygasło i urzędnik ręce rozkłada i jestem ciekawy, jak sprawa się skończy, bo pewnie podsłuchy telefonów w CBA aż się grzeją. Gdyby wprowadzono prawo Walczaka, urzędnik musiałby zadbać o dokończenie inwestycji, bo tam miejsca znajdą firmy, które będą płaciły podatki.

Warszawa jest miastem szczególnym, bo tu każda decyzja administracji owocuje sporymi sumami. Od lat władze stolicy nie mogą się zdobyć na decyzje tyczące zabudowy drugiego brzegu Wisły. Doszło do tego, że zadomowiły się tam ptaki, które w zasadzie żyją tylko w puszczy – ewelement na skalę światową.

Tutaj niestety prawo Walczaka się nie sprawdziło, ale dzięki tysiącom urzędników, którzy nie podejmują korzystnych dla gospodarki decyzji, rozwija się u nas dzika przyroda. Jeszcze trochę, a na terenie miast pojawią się zające, potem lisy a może kiedyś niedźwiedzie i żubry. Wystarczy tylko ogrodzić teren i nie wydawać decyzji. Przyroda sama sobie da radę.

A tylko w Gniewinie wójt będzie budował i zarabiał oraz konsumował dotacje unijne.

Tym z przedsiębiorców, którzy jeszcze nie przenieśli biznesu na Słowację lub Litwę, radzę zorganizować demonstracje pod urzędami z tradycyjnym hasłem na ustach: „ZŁODZIEJE!”, by prawo Walczaka zaczęło działać w całym kraju. W Warszawie radzę krzyczeć nie za głośno, bo można wystraszyć ptaki, a to pewnie jest karalne a będzie jeszcze bardziej.

 

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.