| KOMISJA NOCNIKOWA |
|
| czwartek, 24 czerwca 2010 05:54 |
|
Rządzący nami mają lepiej niż u Pana Boga za piecem (jeśli TAM jakiś piec jest). Nie dlatego, iż naród polski jest bardzo karny i słuchający autorytetów (jest dokładnie odwrotnie), ale powód jest zupełnie inny. Rządzi się dowolnym narodem lekko i przyjemnie, kiedy rządzeni na ręce władzy nie patrzą, a okazji do owego nadzoru społeczeństwo nie ma, kiedy występuje w państwie stan nadzwyczajny, że o klęsce nie wspomnę.
U nas od kiedy pamiętam, a pamiętam już dosyć sporo, bo świadkiem żywym historii jestem od wielu lat, zawsze były „szczególne czasy” i historia jakoś innych omijała, a nas nuże to doświadczać od czasu do czasu i na normalną pracę władzy czekać nam na razie trzeba będzie jeszcze trochę a może i dłużej. Nie będę tutaj przypominał historii, bo i pamięć i wiedza już nie ta, ale chociażby ostatni rok dowodzi, że premier ze swoją czeredką spokojnie siąść nie może, bo ciągle coś trzeba rozwiązywać w trybie nadzwyczajnym. Weźmy przykłady z ostatnich miesięcy. Lato roku 2009. Zdawałoby się, że spokój w kraju zapanował, naród na urlopy się sposobi, stabilizacja niby jest, ale co to za stabilizacja skoro jednemu rośnie, innemu spada. Ten zyskuje wpływy, tamten otacza się gronem zwolenników, agenci na etatach pieniądze biorą, narodowi się wydaje, że wszystko jest w porządku – tak nie może być. Wystarczy przejrzeć materiały z podsłuchów i już wiemy who is who. Już gazety mają o czym pisać, już mamy wymarzoną atmosferę wojny i nareszcie można odetchnąć. Tego usuwamy, tamtemu grozimy palcem i już każdy wie, gdzie jego miejsce. Władza dowodzi, że działać potrafi, bo w rekordowym tempie zatwierdza ustawę hazardową i nic to, że straty będą ogromne, że Unia się boczy, ważne, że niektórzy dowiedzieli się, gdzie ich miejsce i atmosfera zagrożenia przez miesięcy parę napędzała lokomotywę historii. Potem tak się trafiło, że nadzwyczajnych wydarzeń było bez liku, od jednej tragedii do drugiej, a potem do trzeciej itd. Następnie wybory, po nich będą następne – ciągle stan nadzwyczajny, a czas leci i przeróżne zobowiązania naszego państwa wyskakują na kalendarzu. Okazuje się, że ktoś tam w Brukseli ma zapisane, do czego się nasze władze i kiedy zobowiązały. Ktoś podpisał na przykład papiery dotyczące rozwiązania problemów naszych stoczni. Podpisał pewnie jakiś premier z SLD, AWS a może nawet z UW, ale przecież u nas zwyczaj taki, że nowy urzędnik wykształcony na szkoleniach i spotkaniach partyjnych do szuflady poprzednika nie zajrzy. A może tenże kończąc swoje urzędowanie papiery ze sobą do domu zabiera – nie wiem, ale jedno jest pewne, że nikogo to nie obchodzi – sytuacja jest nadzwyczajna, to kto sobie będzie jakimiś duperelami głowę zawracał. Tamci jednak kalendarz mają i w odpowiednim terminie dzwonią pytając co zrobiliśmy we wiadomej sprawie. Nasz urzędnik pewnie przez jakiś czas nie wie, o co chodzi, a potem budzi się z ręką w przysłowiowym nocniku i zaczyna kombinować, jak tu termin przeciągnąć, żeby to już jego następca musiał ową żabę konsumować. Następca przejmując urząd nie ma świadomości, że już obie ręce ma w nocnikach, bo ministrowie na narady do Brukseli jeździć lubią i podpisują, co tylko im podsuną. Termin na stocznie minął i nawet darmo nikt tego wziąć nie chciał, nocnik pełny, smród ogromny. To samo będzie z kopalniami, bo widzę, że ktoś to zgodnie z logiką i polityką Unii zamknąć każe, bo setki milionów strat przynosi, ale pracownicy chcą, żebyśmy dalej do ich roboty dopłacali „walcząc o swoje miejsca pracy”. Rząd przyparty kolejnymi wyborami zgodzi się w naszym imieniu dopłacać i nie dość, że są straty, to jeszcze ktoś decyduje się w imię ogólnie panującej durnoty okradać nasze wnuki i prawnuki, które pewnie byliby mądrzejsi i ów węgiel mogliby wydobywać z zyskiem, ale nie będą miały co, bo dziadkowie z wrodzoną sobie głupotą węgla się pozbędą chcąc mieć chwilę pozornego spokoju. Dotarło też do mnie, że przelewa się już kolejny nocnik, albowiem kiedyś podpisaliśmy zobowiązanie, że do roku 2011 będziemy selekcjonowali 40% odpadów. Podobno na razie udaje nam się obrobić 2% śmieci i nic nie wskazuje, żebyśmy te 38% w pół roku zagospodarowali, tymbardziej iż idą wybory samorządowe, a żaden kandydat nie podejmie decyzji budowy zakładu utylizacji odpadów na swoim terenie. Lud zatem śmieci do lasu dalej wyrzucać będzie szczęśliwy, że ma taką dobrą władzę, a Unia jak automat zacznie nam naliczać pono 250 tys. euro dziennie, które władza będzie musiała przerobić na jakiś podatek. Tych przykładów mógłbym podawać dziesiątki, jak czytelnik zna takie, to proszę słać na mojego maila, nocniki będą się przepełniać, a my żyć będziemy stale w nadzwyczajnych czasach o spokoju tylko marząc. Mam propozycję, żeby zamiast licznych komisji sejmowych, które tylko pianę biją i nic nie załatwiają, stworzyć jedną złożoną z fachowców znających języki „komisję nocnikową”, która będzie miała dostęp do wszystkich podpisywanych przez naszych wybrańców zobowiązań. Szef takiej komisji miałby obowiązek w odpowiednim terminie zawiadamiać premiera i ministrów, co też ich poprzednicy i kiedy wysmażyli w naszym imieniu i za nasze pieniądze. W naszej dzielnicy Warszawy nie ma kanalizacji (pewnie Unia o tym nie wie) i ja wiem jak śmierdzi przelewające się szambo.
Tadeusz Drozda |
| Zmieniony: czwartek, 24 czerwca 2010 05:57 |