Home Co jest grane Ostrzeszowska „Herbatka u Tadka”
Ostrzeszowska „Herbatka u Tadka” Drukuj
piątek, 05 marca 2010 23:03

Kto ma dobrze w głowie, bywa w Ostrzeszowie – to jedne z pierwszych słów, które usłyszeliśmy z ust Tadeusza Drozdy w piątkowy wieczór. Ten jeden z najbardziej znanych polskich satyryków wystąpił z programem jubileuszowym, ale jednocześnie połączył go z nadchodzącym Dniem Kobiet, rozbawiając widzów ułożonym przez siebie wierszykiem:

Wiele okazji, zdarzeń wiele,

Rok w rok nas dziwnie zaskakuje.

Zaskoczyć może pierwsza zieleń,

Zima nas zawsze wykołuje.

Jesień i lato równie dobrze,

Robią na złość stałym terminom.

Przedwcześnie rusza kra na Bobrze,

Za późno kwiaty ślesz dziewczynom.

Ledwo się człowiek opamięta,

A stryj już obszedł urodziny.

Niedostrzeżone miną święta,

A nawet własne urodziny.

Na wiele to sam sobie nie możesz

Pozwolić zgodnie z własną wolą,

Żeby zaskoczył Cię Dzień Kobiet

- Solenizantki nie pozwolą!

 

Tadeusz Drozda obchodzi 40-lecie pracy zawodowej, więc jest znany kilku pokoleniom widzów, którzy pojawili się w kinoteatrze. Sam często podkreśla, że jest z wykształcenia inżynierem elektrykiem (o specjalizacji: wysokie napięcia). Debiutował w stworzonym przez siebie i Jana Kaczmarka wrocławskim kabarecie Elita. W latach 70. XX wieku rozpoczął współpracę z Telewizją Polską. W latach 90. był twórcą i prezenterem programu Dyżurny Satyryk Kraju w Polsacie, później prowadził również program Śmiechu Warte w TVP1. W telewizji publicznej przygotował również talk-show Herbatka u Tadka, który był emitowany w TVP2 i TV Polonia. Jest autorem i kompozytorem wielu piosenek, m.in.: piosenki Parostatek wykonywanej przez Krzysztofa Krawczyka. Tadeusz Drozda był też felietonistą takich tytułów, jak Angora, Życie Warszawy, Super Express i Nowy Dzień. Jest bystrym obserwatorem życia. Jego estradowe występy oraz programy telewizyjne – łączą w sobie elementy głębszej refleksji i humoru aforyzmów; to błyskotliwe i pełne finezyjnego dowcipu vademecum współczesnego Polaka. I być może właśnie dlatego Tadeusz Drozda zniknął z polskiej telewizji i jak mówi, dopóki nie zmienią się osoby sprawujące władzę, raczej nie ma szans do niej powrócić.

Dlatego ostrzeszowska publiczność w pełni doceniła fakt, iż ma okazję posłuchać Tadeusza Drozdy i gromkimi brawami nagradzała jego trafne komentarze rzeczywistości. Najwięcej wybuchów śmiechu dostarczały monologi o polskich autostradach oraz o czasach, kiedy Polacy jeździli handlować na austriackie bazary.

Nasz znakomity satyryk nie wystąpił sam. Towarzyszyła mu Gabi Gold, wybitna czeska piosenkarka, która urodziła się w 1973 r. w mieście Havířov. Od najmłodszych lat uwielbiała śpiewać. W wieku lat dziesięciu dostała pierwszą partię solową – rolę Biedronki – w operze dla dzieci „Wesele Komara” w Telewizji Czeskiej Ostrawa. Zaczęła grać na gitarze klasycznej i śpiewać w chórze – najpierw w dziecięcym, a potem w młodzieżowym. W tym samym okresie zainteresowała się nowoczesnym tańcem scenicznym i rozpoczęła prywatne zajęcia z aktorstwa musicalowego. W okresie dorastania zaczęła wykonywać muzykę popularną. Przełomowym moment dla Gabi nastąpił po udanym występie solowym w polskim Ustroniu, w konkursie miss 97.

Po występie w Ostrzeszowie Gabi Gold powiedziała: 3 miesiące po konkursie w Ustroniu otrzymałam propozycję wspólnych występów z najpopularniejszym polskim satyrykiem i komikiem, Tadeuszem Drozdą, który ma pomysł na zrobienie polsko – czeskiego programu. I od tej pory jesteśmy już właściwie razem. Gabi przyznała, że obecnie mają nieco mniej wspólnych występów, gdyż ona sama stara się częściej występować w Czechach oraz spędzać więcej czasu z rodziną. Ma 13-letnią córkę Gabrielę i 7-letniego synka Marka. Córka interesuje się tańcem, natomiast syn ma raczej predyspozycje techniczne i jak stwierdziła Gabi: Mam nadzieje, że chociaż on nie będzie artystą. Zwłaszcza, że jest też świetnym sportowcem.

Na szczęście dla widzów sama Gabi została artystką i mieliśmy okazję posłuchać kilku piosenek w jej wykonaniu. A w momencie, kiedy Tadeusz Drozda zaczął z nią porównywać znaczenie niektórych słów w języku polskim i czeskim, wybuchom śmiechu nie było końca.

Prawie półtoragodzinny występ minął niepostrzeżenie i żal było opuszczać salę. Potem jeszcze na chwilę artyści spotkali się z widzami, podpisując dla nich swoje płyty.

 


 

Tadeusz Drozda znalazł też chwilę czasu na krótki wywiad.

CzO: Jak się Panu występowało przed ostrzeszowską publicznością i jaką publiczność Pan lubi?

TD: Uwielbiam taką publiczność, jaka jest tutaj w Ostrzeszowie, czyli taką, która przychodzi. Nienawidzę takiej, której nie ma. A ponieważ była, to mi wystarcza i jakoś sobie daję wtedy radę. Było bardzo sympatycznie. Rzadko się udają tzw. otwarte imprezy w polskich miastach, a tutaj się udała, więc jestem bardzo szczęśliwy. Cieszy mnie, że Ostrzeszów ma potrzebę uczestniczenia w takich imprezach.

CzO: Czy Pan podczas występu ściśle trzyma się wcześniejszych ustaleń, czy zdarzają się improwizacje?

TD: Oczywiście, że dużo tekstów jest wcześniej napisanych, tym bardziej, że ten program jest nieco wspominkowy, więc są to rzeczy napisane kiedyś, ale dostosowane do dzisiejszych czasów. Widz, który nie zna mojego repertuaru, nie jest w stanie rozpoznać, który tekst był kiedy napisany. Improwizacji jest też dużo. Tak sobie dobieram teksty, jak patrzę ludziom w oczy i wtedy jakoś mi się wszystko jedno do drugiego przykleja.

CzO: Po co zajmuje się Pan kabaretem?

TD: Przede wszystkim w tym samym celu, w którym wszyscy chodzą do pracy. Wydaje mi się też, że moja praca jest ludziom potrzebna. Chociaż, jak powtarzam na estradzie, dziś jest tak dobrze, że nie mam się czego czepiać, ale zawsze mówić o czymś można i to w taki sposób, że ludzie nawet nie zauważają, kiedy mijają prawie dwie godziny.

CzO: Czy wróci Pan do telewizji?

TD: Myślę, że wszystko w tym kraju zależy od jednego człowieka. Oczywiście od Pana Boga najpierw, ale zaraz po nim jest p. Jarosław Kaczyński i dlatego wydaje mi się, że długo jeszcze nie będę w telewizji. Jego ludzie mają zupełnie inny gust, ja nie należę raczej do ulubieńców obecnie rządzącej partii.

CzO: Od czego Pan zaczyna czytanie gazety?

TD: Ogólnie obecnie nie czytam gazet, wiadomości czerpię jednak z Internetu. Czytam za to tygodniki: „Przekrój”, „Newsweek”. Często czytam „NIE”, bo to jest gazeta robiona bardzo zawodowo i jeśli pojawia się tam jakiś artykuł, to jest rzeczywiście oparty o fakty. To jest jedyna taka satyryczna gazeta, która pisze zawodowo i na wszystko ma podkładkę. Jeśli im się zdarzy jakiś kiks, to jeden na rok i od razu wszędzie jest o tym głośno. Natomiast są takie gazety, które drukują codziennie kiksy i nic... Nikt nie zauważa.

CzO: Jak reagują ludzie, spotykając Pana na ulicy?

TD: Cóż... Kiedyś, jak miałem trzy programy w telewizji, to mnie wszyscy znali i rzeczywiście trudno było spokojnie przejść ulicą. Dziś się to nieco zmieniło.

CzO: A jak Pan spędza wolny czas? Poza oczywiście grą w golfa.

TD: Jestem takim jednak domatorem i nie lubię gdzieś się pętać, dlatego przede wszystkim dużo, dużo czytam.

CzO: Bardzo dziękuję. Miło byłoby, gdyby zawitał Pan ponownie do naszego miasta.

TD: Chętnie się tu jeszcze zjawię. Szlak został przetarty. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję współpracować.

 

Życzymy Panu Tadeuszowi kolejnych wspaniałych jubileuszów i większej ilości autostrad, aby bez problemu mógł docierać do czekających na niego widzów.

AJ