| Tadeusz Drozda o początkach kabaretu „ELITA” |
|
| środa, 18 listopada 2009 18:47 |
|
Pierwszy okres twórczości kabaretu 1969-71 r.: Jak wyglądał początek Kabaretu Elita? Od kogo przyszła propozycja pierwszego koncertu? Dlaczego wybór padł akurat na Jana Kaczmarka? Czy nazwa zespołu powstała tak spontanicznie, jak się o niej mówi? Jak pan myślał o kabarecie? (dlaczego pan tworzył? Czy Elita to był początek pańskiego kontaktu z publicznością?
Początek kabaretu ELITA, to był zlepek przypadków. Ja współpracowałem z muzykiem Henrykiem Kłobuchem, który był kompozytorem moich piosenek. Wygrałem nawet wrocławskie eliminacje do festiwalu piosenki studenckiej w Krakowie, niestety do Krakowa już mi cenzura nie puściła piosenek z Wrocławia. Kłobuch miał propozycję zagrania imprezy na Dzień Kobiet w klubie PSS „Społem”, a ja miałem w repertuarze tylko kilka piosenek. Przypomniałem sobie występ Janka Kaczmarka w sąsiednim klubie Telemik, gdzie spiewał akompaniując sobie na gitarze. Reperuar miał nieograniczony i dał się namówić na ten występ. Po występie kierownik klubu prosił o podanie nazwy zespołu do rachunku i ja rzuciłem ELITA i tak już zostało. Zanim powstała Elita ja zacząłem działalność w Studenckim Teatrze Kalambur, gdzie pisałem teksty i wystąpiłem w trzech spektaklach. Elita jednak dawała większą wolność tworzenia, teatr to były spore ograniczenia, a po Opolu, gdzie dostaliśmy nagrodę rozluźniłem związki z teatrem.
Jak wyglądała ówcześnie sytuacja we wrocławskim środowisku kabaretowym? Ile było funkcjonujących zespołów? Czy można powiedzieć, że panowała wówczas moda na kabaret, jak ma to miejsce obecnie? Czy środowisko ułatwiało troszkę pracę artysty kabaretowego? (sala, sprzęt, itp.)
Wiodącym kabaretem był Kabaret Ojców. Mieli ogromną popularność i znakomitych twórców, ale coś się posypało u nich, Marek Gołębiowski przeniósł się do Warszawy, więc ja zaangażowałem Leszka Niedzielskiego do Elity i tak stalismy się jedynym ogólnie znanym kabaretem we Wrocławiu.
Jak doszło do tego, że w zespole pojawił się Jerzy Skoczylas, Henryk Kłobuch i Roman Gerczak?
Skoczylas był z nami od początku. W pierwszym składzie był także Roman Gerczak, ale on postanowił po pewnym czasie robić karierę w Warszawie i odłączył od nas. Kłobuch skończył studia, a jego miejsce zajął Janusz Bartosik (kompozytor piosenek „Te oczy” i „Ech ty”), ale on też wolał zostać prawnikiem i nas porzucił. Potem grał z nami Julek Mazur )porzucił nas dla jazzu) w końcu na stałe przy klawiszach zasiadł Włodek Plaskota, którego namówiłem do wspópracy po rozpadzie „Dymku z Papierosa”
Jak wyglądała sprawa z pierwszym managerem zespołu Elita? Czy Zygmunt Kleszcz sam się zainteresował Elitą, czy został wynajęty? Jak funkcjonował? Itd.? Czy Elita zarabiała w pierwszym okresie swojej twórczości? Ile? Jaki był podział pieniędzy?
Zygmunt Kleszcz zajmował się sprawami organizacyjnymi w czasach, kiedy byliśmy kabaretem studenckim, potem skończył studia i wyjechał do Legnicy. Faktycznym szefem w czasie naszej początkowej działalności na rynku zawodowym byłem ja. Decydowaem o naszych występach, prowadziłem rozmowy z „Impartem”. Który był naszą pierwszą zawodową agencją i organizował nam występy – oczywiście płatne. Zarabialiśmy dość sporo, znacznie więcej niż ludzie na etatach, toteż koledzy zaczęli rezygnować ze swoich zajęć zawodowych (byliśmy inżynierami) . Ja studiowałem najdłużej, bo byłem najmłodszy w zespole. Pieniądze w tamtych czasach nie były dzielone jak teraz, bo istniały stawki za występ narzucane przez Ministerstwo Kultury i każdy dostawal swoje (po równo), ale nie mógł dostać więcej, nawet jakby na wystę przyszło 10 000 osób.
Jak wyglądała praca nad pierwszym programem? Jaka była częstotliwość spotkań? Podział obowiązków? Kto plasował pozycję lidera, jeśli takowa piastowana była?
Nasze programy powstawały na estradzie. Jedynie piosenki próbowaliśmy. Teksty byly improwizowane (ja to robię do dziś). Wymienialiśmy utwory i po jakimś czasie powstawał nowy program. Ja byłem naturalnym liderem, bo nikomu innemu się nie chciało. Poza tym jako student miałem więcej czasu.
Czy pamięta pan Ogólnopolski Przegląd Kabaretów Start w maju 1970 r.? Elita zdobyła wówczas główną nagrodę. To był pierwszy festiwal Elity? Jak bardzo ten przegląd liczył się w środowisku kabaretowym?
Czy ten festiwal się liczył, nie wiem, bo dla nas był to pierwszy wyjazd z Wrocławia. Zaprezentowaliśmy program „SPRASOWANE TWARZE” o fikcyjnej redakcji czasopisma „MITY”. Byla to kpina z ówczesnych mediów. Gerczak grał robola, który napędzany optymizmem cieknącym z gazet budował budowlę z pudelek, kiedy mu prasa wmawiała, że jest szczęśliwy i nic mu już do szczęścia nie potrzeba, burzył zbudwaną przez siebie budowlę i śpiewał piosenkę „ZWARIOWAĆ”. Nie muszę tłumaczyć, że tego programu nie puściła nam żadna cenzura, myśmy troche oszukali organizatorów, bo tak naprawdę nie wiedzieliśmy jak to się robi. Jak już nas zakwalifikowali na „Famę”, to zaczęły się jaja z cenzurą.
Festiwal FAMA, załamanie nerwowe Jana Kaczmarka? Cenzor Jacek Kunat? Decyzja jury? Wola publiczności? Poziom konkurencji? Stodoła? Kalambur?
Pan cenzor Kunat to był pożądny człowiek. Mógł nam zakazać występu na festiwalu, bo nie dostarczyliśmy tekstu przed konkursem jak to zrobili inni. On do końca dyskutował z Kaczmarkiem i ze mną. Janek się wystraszył, że łamiemy prawo, poza tym uważał słusznie, że program jest nieprzygotowany. Tu miał rację, ale myśmy nigdy nie mieli programu do końca przygotowanego. Udało mi się namówić Kaczmarka, by nie wyjeżdżał do Wrocławia i po słowach Kunata: „ a nich się dzieje co chce” zagraliśmy bez pieczątki cenzora obiecując, że przynajmniej nie będziemy nalatywać na Związek Radziecki. Myśmy nigdy aż takich ambicji nie mieli i staliśmy się moralnymi zwycięzcamy „Famy”. Niestety już do Warszawy nas nie wpuścili, gdzie prezentowane były najlepsze zespoły z „Famy”. Myśmy nigdy nie mieli ocenzurowanego egzemplarza programu zgodnego z tym, co działo się na estradzie. Składalismy teksty, ale po paru tygodniach robiliśmy coś innego i nie chciało nam się co chwilę ganiać do cenzury, tak jak to robili koledzy z Warszawy.
Lata 1971-73.
Jak rozpoczęła się współpraca z Impartem? Jak wyglądała pierwsza trasa koncertowa? Jakieś ciekawe wydarzenia?
Tego chyba nikt nie pamięta, ot zwykle kolejne występy. Wcześniej graliśmy już dla profecjonalnych estrad, ale mieszkaliśmy we Wrocławiu, toteż „Impart” był naturalnym managerem.
Jak III program Polskiego Radia zainteresował się Elitą? Jak wyglądał pana wkład? Jak rozpoczęła się współpraca ze Studiem 202 Waligórskiego? Na jakich zasadach? Podział ról? Jak odnosił się pan do kabaretu radiowego?
Kiedyś byliśmy w Warszawie i w jakiejś kawiarni zobaczyliśmy Jacka Janczarskiego, byliśmy już trochę znani i nie byliśmy konkurencją dla warszawiaków. Ja podszedłem do niego, on mnie poznał i od słowa do słowa ustaliliśmy, że będziemy przysylali co tydzień audycję do „trójki” dla Ilustrowanego Tygodnika Rozrywkowego. We Wrocławiu szok, robić wtedy audycje na antenę ogólnopolską to było coś. Wówczas szefem rozrywki był Andrzej Waligórski, którego znaliśmy z różnych wrocławskich wydarzeń i festiwali, gdzie był jurorem i często nas oceniał. On był też zaskoczony propozycją, dał nam do pomocy zawodowego reżysera Adama Kułakowskiego i tak powstał „Magazynek Kabaretu Elita”. Potem ITR w „trójce” padł, ja miałem sporo zajęć na estradzie poza „Elitą”, Waligórski zaproponował Kaczmarkowi i Niedzielskiemu etat w radio i moje związki z radiem stały się rzadsze. Udało mi się jeszcze namówić Waligórskiego do wspólnych z nami występów.
Kabareton Olgi Lipińskiej w Opolu w 1972 r…
To był dla nas szok, z nikomu nieznanego zespołu studenckiego w ciągu trzech lat trafiliśmy do czołówki krajowej, poznaliśmy wszystkich wielkich i jeszcze udawało nam się odnosić sukcesy. Traktowali nas jako kolegów z Wrocławia, niegroźną konkurencję, ale też byliśmy nowym powiewem na estradzie kabaretowej. To było wcześniej niemożle, by dwóch facetów(albo jeden) wychodziło na estradę i do końca nie znali tekstu, bo tekst powstawał na oczach widzów . Czy pamięta pan trasę koncertową z zespołem Czerwone Gitary? Ciekawsze wydarzenia?
To nie było z prespektywy czasu nic szczególnego. Zapraszano nas czasami jako wypełniacz czasu dla gwiazd. Myśmy nie byli drodzy, a publiczność za nami szalała. Kiedyś zachorował Wojciech Młynarski i „Impart” nas wstawił do trasy z Haliną Kunicką i Lucjanem Kydryńskim. Nie muszę mówić , jak się rozłożyły akcenty.
Lata 1973-77.
Czy Impart drogo sprzedał Elitę Estradzie Opolskiej w 1973 r. Która z tych dwóch agencji art. Lepiej opiekowała się zespołem?
Nigdy nie sprzedał Elity, myśmy często występowali dla innych firm i one nas angażowały bezpośrednio. Często jeździliśmy na zaproszenie Estrady Stołecznej do Warszawy. Graliśmy albo w salce Kabaretu pod Egida albo później w teatrze „Syrena” (750 osób – 2 tygodnie sprzedane w kilka dni). Witold Filler pisał, żeby dać „Elicie” „Syrenę”, to skończą się problemy z frekwencją.
Jak układało się panu z resztą zespołu? Czy często pojawiały się poważne kłótnie? Kto miał decydujące zdanie w sprawach artystycznych i organizatorskich?
Panowala u nas demokracja i kierwał ten komu się chciało, większość roboty organizacyjnej spadała na mnie, ale często brał się za to Jurek Skoczylas. Jeśli chodzi o sprawy artystyczne, to każdy odpowiadał za siebie i jak czasami wymyślał coś słabszego, to się sam wycofywał. Naszą najlepszą publicznością byliśmy my sami. Każdy miał ambicję rozbawić kolegów, albo zachwycić nowym tekstem piosenki.
Co było powodem decyzji o odejściu z zespołu? Rok 1976. Był to najlepszy okres w karierze Elity? Jaka była reakcja pozostałych osób?
To był najgorszy rok, bo myśmy w zasadzie przestali występować na estradzie, skończyły się cotygodniowe występy we Wrocławiu, koledzy zajęli się na poważnie radiem, a Andrzej Waligórski poradził mi, żebym spróbował w Warszawie twierdząc (i słusznie), że we Wrocławiu zdziałam już niewiele. Kabaret w zasadzie przestał działać i dopiero się odrodził z nowy powiewem w 1980. Ja już wtedy zacząłem współpracę z telewizją i razem z Gajosem i Łazuką grałem kabaret w Warszawie.
Teraz występuje pan, jako solista. Jak ocenia pan okres współpracy z zespołem? Czy nie żałuje pan, że rozstał się z Elitą?
Na moje 40 lat na estradzie siedem przypada na „Elitę” - to dużo i mało. Gdybym nie spotkał w swoim życiu Kaczmarka i innych pewnie moje życie potoczyłoby się inaczej – niezbadane są wyroki. „Elita” ułatwiła mi start w tym zawodzie i myślę, że każdy z nas na tym skorzystał. Była to zabawa, która po czasie stała się zawodem. Każemu bym życzył takiej szkoły życia.
Najnowsze:
Najstarsze:
|